Dorosłym nie zawsze łatwo jest rozpoznać pierwsze słowa, które dzieci próbują wypowiadać. W pierwszym i drugim roku życia muszą się one sporo napracować, aby wydobyć odpowiednie dźwięki, i to we właściwym porządku. Potrzebują przy tym zarówno czasu, jak i wytrwałej praktyki. Istnieje jednak pewne słowo, które rozpoznawane jest bezbłędnie na całym świecie. Tym słowem jest „mama”.



Wskazując matkę, Anglik powie mum, Hiszpan – mamá, a Francuz – maman. Nawet w językach tak od siebie odległych, jak węgierski i suahili, słowo to brzmi tak samo jak po polsku. Fenomen tego zjawiska badał w latach sześćdziesiątych XX wieku rosyjski językoznawca Roman Jakobson. Zauważył on, że niemowlaki z łatwością „wypowiadają” pojedyncze samogłoski od pierwszych tygodni życia, np. płacząc. Z czasem, w fazie gaworzenia, próbują mierzyć się z trudniejszymi dźwiękami, jakimi są spółgłoski. Przy czym najłatwiej wymawiać im te, przy których nie muszą otwierać ust, jak m, p, b. Po wysiłku włożonym w wyartykułowanie dźwięku m, p lub b, dziecko wydaje najprostszy dźwięk a, który pozwala mu się zrelaksować i odpocząć. Powstają więc zbitki takie jak ma-ma, pa-pa, ba-ba (w Polsce także ta-ta).
Słysząc dźwięk ma-ma, matki na całym świecie przypuszczają, że jest on kierowany do nich. Takie życzeniowe myślenie sprawia, że wyraz ten powszechnie oznacza matkę. Tymczasem tak naprawdę, wypowiadając ma-ma, dziecko upomina się o pokarm. Pisał o tym już Karol Darwin: „[syn – przyp. Z.P.] poczynił wielkie postępy, wynajdując wyraz oznaczający jedzenie, a brzmiący mamm; nie wiem jednak, jak do tego doszedł”. Dziś wiemy, że mmm to najprostszy dźwięk z grupy m, p i b (i jedyny, który możemy wydawać z zamkniętymi ustami), więc niemowlak używa go, by wyrazić swoje zadowolenie podczas karmienia. Szybko się też uczy, że okrzyk mama, powoduje natychmiastowe zajęcie się nim i nakarmienie.
Co ciekawe, w ciągu dalszego rozwoju dziecko posługuje się słowem „mama” coraz bardziej świadomie i nadaje mu wiele znaczeń. Z odmienną intonacją wypowiada mama, gdy przywołuje nieobecną przy nim matkę (jakby wypowiadało prośbę: „Mamo, chodź do mnie”), gdy chce, aby je wziąć na ręce (z gestem wznoszenia rączek), gdy jest głodne („Mamo, daj mi jeść”) albo gdy chce, aby mu coś dać (ze wskazaniem na przedmiot).  W ten sposób – za pomocą tylko jednego słowa – niemowlę porozumiewa się z matką, komunikuje jej swoje potrzeby i oczekiwania, nawiązuje swoisty dialog z rodzicielką.
A skąd wziął się wyraz „matka”? Profesor Miodek, wyjaśniając etymologię, czyli pochodzenie tego słowa, uświadamia nam, że (choć absolutnie tego nie odczuwamy w języku) historycznie jest ono takim samym zdrobnieniem, jak: rączka, nóżka, szafka, lampka czy gwiazdka. „Matka” to zdrobnienie od pierwotnej postaci słowiańskiej mati (od dopełniacza w dół: matierie, matierii, matier). W staropolszczyźnie w mianowniku mieliśmy wyraz mać, odmienny od dopełniacza w dół: macierze, macierzy, macierz. Potem z biernika (z czwartego przypadka) ta macierz przeszła do mianownika i dziś występuje jako pojęcie matematyczne, w wyrażeniu „macierz szkolna” czy w znaczeniu biblioteki. Na rdzeniu macierz stworzono przymiotnik macierzyński, macierzyństwo.

Jako ciekawostkę dodam, że po gruzińsku mama to „deda”, za to tata to „mama”.



„Pielgrzym” 2017, nr 11 (717), s. 18

Dorosłym nie zawsze łatwo jest rozpoznać pierwsze słowa, które dzieci próbują wypowiadać. W pierwszym i drugim roku życia muszą się one sporo napracować, aby wydobyć odpowiednie dźwięki, i to we właściwym porządku. Potrzebują przy tym zarówno czasu, jak i wytrwałej praktyki. Istnieje jednak pewne słowo, które rozpoznawane jest bezbłędnie na całym świecie. Tym słowem jest „mama”.