Dwaj kapłani. Wiara i walka. Sensacja. Męczeństwo. Spowiedź i szubienica. Ta historia jest gotowym scenariuszem na film. Wydarzyła się wiele lat temu. W Polsce pod rosyjskim zaborem.


Ojciec Honorat Koźmiński doskonale znał te cele w zimnych murach Cytadeli Warszawskiej. Miał zaledwie siedemnaście lat, gdy trafił tu po raz pierwszy. Wówczas miał na imię Wacław. Był człowiekiem świeckim. Jeszcze...
Rosjanie wsadzili Wacława Koźmińskiego do mrocznego, okrytego złą sławą X Pawilonu. Był on podejrzany o spisek razem z innymi studentami. Cytadela była aresztem śledczym. W jej kazamatach prowadzono śledztwa. Jako więzień przebywał tu w latach 1846–1847. Wiadomo, że dla młodego mężczyzny – urodzonego w 1829 roku – oddalonego od Kościoła był to początek nawrócenia. A dla Kościoła...? O. Honorat jest założycielem wielu zgromadzeń zakonnych.
Po wielu latach Koźmiński wrócił na Cytadelę. Już jako spowiednik więźniów.

*  *  *

22 stycznia 1863 roku wybuchło Powstanie Styczniowe. Warszawska Cytadela była prawdziwą twierdzą, fortecą nie do zdobycia dla Powstańców. I dlatego było to też doskonale strzeżone więzienie, miejsce kaźni i miejsce straceń. Kto tu trafiał – często miał tylko dwie drogi – zesłanie na Sybir albo... szubienica.
Ta ostatnia droga czekała na pewnego Powstańca. I właśnie dlatego złączą się tu dwie ścieżki. Jedną podąży były więzień Cytadeli, obecnie spowiednik, drugą skazaniec bez widoków na ziemską łaskę. Skazany to także zakonnik, człowiek czynnie walczący z rosyjskim zaborcą, kapelan Powstańców – kapucyn Agrypin Konarski.
Urodzony w 1820 roku Konarski ukończył najpierw kolegium pijarów w Węgrowie, następnie – jako dziewiętnastolatek – wstąpił do zakonu kapucynów w Lubartowie. Święcenia kapłańskie przyjął w 1847 roku.
Gdyby chcieć opisać charaktery obydwu kapłanów – Koźmińskiego i Konarskiego – wyglądałoby to mniej więcej tak: woda i ogień albo zefirek i huragan. „Honorat chciał, by Polska odzyskała wolność bezkrwawo. Nie chodziło o jakiś pacyfizm, ale o to, by ludzie wzrastali w cnocie, by przyjmowały się pewne postawy... Był zwolennikiem pracy u podstaw” – tłumaczy kapucyn Grzegorz Filipiuk, koordynator roku bł. Honorata Koźmińskiego. A o. Konarski? „Agrypin – tu sprawa jest jednoznaczna. Brał bezpośredni udział w Powstaniu. Był w kilku oddziałach. Został pojmany po jednej z walk pod Warką” – dodaje o. Flipiuk. Agrypin Konarski zaczynał u boku gen. Mariana Langiewicza, był kapelanem w oddziałach płk. Teodora Cieszkowskiego, płk. Dionizego Czachowskiego i płk. Władysława Kononowicza. 3 czerwca w Warce pojmali go Kozacy. O. Agrypin trafił do niewoli i został osadzony w Cytadeli Warszawskiej. Tutaj splotły się drogi dwóch kapłanów.
Rosjanie chcieli, by przed egzekucją o. Agrypin zdjął habit. Zakonnik odmówił. Zaborcy postanowili zatem wykorzystać to jako straszak na Polaków. „Patrzcie, kapłana też wieszamy!”. Osiągnęli skutek odwrotny...

* * *

Każdy – wierzący czy niewierzący –  skazany na śmierć dostawał spowiednika. Ostatnią noc przed powieszeniem kapłan i skazany spędzali razem w celi. Takie były zasady. Jeżeli więzień chciał się pojednać z Bogiem – była spowiedź, wspólna modlitwa, rozmowa albo milczenie... Jeśli skazany rezygnował z ostatniej posługi, kapłan modlił się za niego. Spowiednikami najczęściej byli kapucyni. To było trudne zadanie. „Pewien spowiednik notorycznie odchorowywał takie noce” – mówi o. Filipiuk.
Jak mogła wyglądać ostatnia noc o. Agrypina? Można się domyślać. Pewne jest jedno, Konarski prosił o. Honorata o mszę św. Musiała być spowiedź. Zresztą o. Koźmiński był słynnym, dobrym spowiednikiem. Przyjeżdżali do niego ludzie z całego kraju, nawet z Rosji. Do konfesjonału ustawiały się długie, wielogodzinne kolejki. Zdarzało się, że na swoją kolej niektórzy musieli czekać trzy dni. Nauki o. Honorata rozchodziły się wśród wiernych zwykłą wówczas metodą – z ust do ust. Spowiedź była bardzo ważna w życiu o. Honorata. Był nieustępliwy, uparty... „Honorat potrafił zostawić penitenta, jeśli widział w nim mało żalu. Mówił mu: Módl się, i sam szedł do swojej celi w klasztorze. Tam biczował się w intencji spowiadanego. Pokutował za niego. Potem wracał do przerwanej spowiedzi” – mówi o. Filipiuk.
Rosyjskie patrole często zapuszczały się do kościołów, przeszukiwały ludzi, przeszkadzały w modlitwie i spowiedzi... Uparty Koźmiński poradził sobie z tym na swój sposób. Pokojowy i skuteczny. Skonstruował specjalny konfesjonał. „Zamykany, ale bez klamki zewnętrznej. Spowiednik i penitent siedzieli w takiej zamykanej, wytłumionej szafie. Mieli spokój. A Honorat miał sznureczek, pociągał nim i drzwiczki się otwierały. Z zewnątrz nikt nie mógł wejść
bez zgody spowiednika” – opowiada o. Filipiuk.

* * *

Nie zachowały się świadectwa z nocy poprzedzającej wykonanie wyroku na o. Konarskim. Ale gdyby pozwolić sobie na trochę wyobraźni... Dwaj kapucyni, współbracia, w ciasnej celi. Prycza. Prosty stół. Zakratowane małe okno. Cicha spowiedź. Szelest habitów. Rozmowa. Może trochę snu. Poranek. Kroki za drzwiami. Smutne echo korytarza. Uderzenie w drzwi, odgłos zamka. Znowu echo. Groźne... Czas się powoli kończy. Może jeszcze pośpieszne szepty, może jeszcze błogosławieństwo...
Czasami spowiednik towarzyszył skazańcowi pod samą szubienicę. Szli razem. Być może tak było i tym razem.
Kat przerzucił pętlę przez głowę Konarskiego. Lekko docisnął, by sznur dobrze objął szyję, by nie ześlizgnął się w czasie egzekucji. Konarski łapał ostatnie hausty powietrza. Czy się bał...? Był dzielnym człowiekiem, walczył czynnie z Rosjanami, widział śmierć niejednokrotnie...
Co mógł robić w tym czasie o. Honorat? Biorąc pod uwagę jego charakter i wiarę, trudno nawet pomyśleć, by w tym czasie się nie modlił. Może na głos, a może usta poruszały się bezgłośnie i delikatnie. Koźmiński musiał się modlić. Był kapłanem.

* * *

O kapłaństwie Koźmińskiego świadczy też to, co po sobie pozostawił. Przede wszystkim liczne zgromadzenia zakonne. Rosjanie rozwiązywali zakony, walczyli z Kościołem. „A on to zrobił w sposób cudowny. Działała łaska” – mówi o. Grzegorz Filipiuk. To wtedy powstały żeńskie zgromadzenia ukryte. O. Honorat zostawił także dużo dzieł, wśród nich dziełko „Patriotyzm”. Charakteryzowała go niesamowita troska o ojczyznę. Napisał też wskazówki pt. „Co Polsce i Europie dziś potrzeba”. „Pisał, że sama zmiana rządów i władzy nic nie da. Musi być kontynuacja. Musi być praca systematyczna. Nie może być tak, że ktoś buduje, a ktoś inny rujnuje” – dodaje o. Filipiuk. O. Honorat mówił, żeby Polacy nie wyjeżdżali za granicę. Żeby zostali w kraju. O. Filipiuk dodaje: „Przyszła do niego kobieta. Chciała założyć zgromadzenie i modlić się za dusze czyśćcowe. Chciała się temu poświęcić, ale w Polsce nie było takiego zgromadzenia. Powiedziała: Jest we Francji. Pojadę tam. A Honorat na to: Spokojnie. Zostań. Założymy w Polsce”.
Słynny kapucyn, o. Honorat Koźmiński, założył wiele zgromadzeń zakonnych. Ich zadaniem było uświęcanie osobiste, działalność charytatywna i posługa w fabrykach, szpitalach, rodzinach...
O. Honorat zmarł wśród swoich współbraci 16 grudnia 1916 roku. 16 października 1988 roku został beatyfikowany przez Jana Pawła II. Wspomnienie bł. Honorata przypada 13 października. Obecnie trwa ustanowiony przez Sejm RP rok błogosławionego Honorata Koźmińskiego.

Sławomir Dynek





„Pielgrzym” 2017, nr 20 (726), s. 26-27

Dwaj kapłani. Wiara i walka. Sensacja. Męczeństwo. Spowiedź i szubienica. Ta historia jest gotowym scenariuszem na film. Wydarzyła się wiele lat temu. W Polsce pod rosyjskim zaborem.