Chef Kacper spowodował, że mój brat zjadł ozory. Spowodował także, że jak tylko w karcie są policzki wołowe, to pędzę tam tak szybko, że mój rower zmienia geometrię skrzydeł.


Sobota to taki dzień, kiedy mogę sobie z rana pofolgować. Mam tempo, jak średniej wielkości leniwiec. No i poświęcam bardzo dużo czasu na śniadanie.


Zazwyczaj mamy utartą wiedzę o różnych kuchniach. Najczęściej bardzo mylną.


Taka jest prawie zawsze codzienna afrykańska kuchnia. Dużo wypełniacza, jak ugali czy ryż, i trochę dodatków. Kuchnia biedy.


Nie wyobrażam sobie kuchni bez czosnku. Mam go zawsze. Leży sobie w wiklinowym koszyczku i czeka. Zwykle niezbyt długo.


O tym daniu, rodem z carskiej Rosji, słyszał każdy. Jak głosi legenda, przez lata zawędrowało do każdego domu i zyskało słuszną sławę.


Trzeba przyznać, że unikałem tego sojowego twarożku jak ognia. Nie ufałem mu. Ale zmieniłem zdanie i teraz twierdzę, że tofu wcale nie jest „tfu, tfu”.


Tytuł może sugerować, że w tym felietonie będę wyprowadzał Żydów z niewoli i zajmę się fenomenem manny. Innym razem. Po prostu chcę zwinąć Egipcjanom ich fajną zupę.