Gdyby żył, właśnie skończyłby siedemdziesiąt lat. Nie tak wiele, jak na dzisiejsze czasy, gdy wśród nas coraz więcej żyjących stulatków. Niektórzy zadają sobie pytanie: kim byłby dzisiaj, jak odnalazłby się we współczesnej rzeczywistości, w niepodległej Polsce? To jednak próżne dywagacje. Ks. Jerzy Popiełuszko został zamordowany przez komunistyczną Służbę Bezpieczeństwa w 1984 roku, miał wtedy zaledwie trzydzieści siedem lat.


Wielu znających księdza ludzi podkreśla, że był zwykłym, niewyróżniającym się na co dzień niczym szczególnym kapłanem. Pewnie tak było – chorowity, nieobdarzony jakąś nadzwyczajną posturą lub głosem, wikary lub kapelan w kilku parafiach i środowiskach. A jednak w trudnych chwilach, których miał wiele w swoim krótkim życiu, zawsze potrafił zachować autonomiczną duchowość i człowieczeństwo. Tak było w trakcie służby wojskowej, gdy jako kleryk był wielokrotnie poniżany czy nakłaniany różnymi szykanami do rezygnacji z najprostszych praw człowieka wierzącego w Boga, jak na przykład noszenie na palcu różańca. Już wtedy mógł pójść na kompromis, przecież nic wielkiego by się nie stało, gdyby różaniec zdjął z palca, a obraz Boga zachował w sercu. Wtedy i później, jak przypuszczam, nie brakowało ludzi, także księży, którzy pytali: czy trzeba być tak nieugiętym, tak niezłomnym, żeby mówić „nie”? Później to okres wybuchu rewolucji „Solidarności”, a następnie stanu wojennego wprowadzonego przez reżim komunistyczny w Polsce. Można przecież było się przystosować i zarazem zachować swoją wewnętrzną godność. Ogromna większość z nas wybrała takie rozwiązanie. Z drugiej strony nie było w ks. Jerzym takiej bezrefleksyjnej chęci pójścia na barykady (a pamiętam z tamtego czasu przynajmniej kilka takich osób), żeby zostać męczennikiem i obnosić się ze swoją ofiarą dla sprawy. Był w nim jakiś ukryty spokój, a zarazem przekonanie, że to, co robi i jak to robi, to słuszne wybory.

Nie miał ks. Jerzy łatwych relacji także w swoim środowisku kapłańskim. „Z donosów wynika, że wielu duchownych nie było w stanie go zaakceptować, był dla nich chodzącym wyrzutem sumienia” – stwierdził prof. Jan Żaryn, jeden z najlepszych historyków Kościoła. Wielokrotnie opisywana i poddawana różnym refleksjom jego relacja z ówczesnym prymasem Polski kard. Józefem Glempem do takich należała. I choć wiele na ten temat napisano, sądzę, że prawdziwą tajemnicę ich spotkań i wzajemnych stosunków obaj zabrali ze sobą na tamten świat. Wiele mówiły jednak słowa skruchy i żalu prymasa z 2000 roku, o tym, że nie potrafił uchronić od śmierci ks. Jerzego.

W tych dniach IPN wypuścił w świat krótki film animowany pod tytułem „Niezwyciężeni”, prezentujący Polsce i światu heroiczną stronę walki Polaków o niepodległość w minionych pięćdziesięciu latach. Choć na filmie nie ma postaci ks. Popiełuszki, to nikt nie ma wątpliwości, że to jeden z naszych Niezwyciężonych.

Adam Hlebowicz







„Pielgrzym” 2017, nr 21 (727), s. 5

Gdyby żył, właśnie skończyłby siedemdziesiąt lat. Nie tak wiele, jak na dzisiejsze czasy, gdy wśród nas coraz więcej żyjących stulatków. Niektórzy zadają sobie pytanie: kim byłby dzisiaj, jak odnalazłby się we współczesnej rzeczywistości, w niepodległej Polsce? To jednak próżne dywagacje. Ks. Jerzy Popiełuszko został zamordowany przez komunistyczną Służbę Bezpieczeństwa w 1984 roku, miał wtedy zaledwie trzydzieści siedem lat.