„Niech żadne nieprzyzwoite słowo nie wychodzi z ust waszych, ale tylko dobre, które może budować, gdy zajdzie potrzeba, aby przyniosło błogosławieństwo tym, którzy go słuchają” – pisał św. Paweł w Liście do Efezjan. Dzisiaj fala nieprzyzwoitych słów, czyli wulgaryzmów, zalewa nas ze wszystkich stron, stępiając poczucie niestosowności takiego języka zarówno w sferze prywatnej, jak i publicznej (mimo że jeden z artykułów obowiązującej w naszym kraju Ustawy o języku polskim mówi o przeciwdziałaniu wulgaryzacji języka).


Niezmiennymi i integralnymi cechami wulgarnej mowy jest to, że nawiązuje ona do sfery moralnego zła (najczęściej, choć nie tylko, wulgaryzmy są stosowane na określenie różnych form seksualnego nieporządku lub wiążą się z tym obszarem), obficie czerpie z dziedziny, którą odbieramy jako wstydliwą bądź brzydką (pewna część wulgarnych wyrażeń powstała na określenie kału, moczu oraz procesu ich wydalania przez ludzki organizm), a jej celem, gdy jest ona używana bezpośrednio w stosunku do innych ludzi, jest ich poniżenie, obrażenie, zranienie bądź złorzeczenie. A zatem w naturze wulgaryzmów tkwi nie tylko opisywanie zła, ale nierozerwalny z nim związek – wyrażają one ducha nierządu, cudzołóstwa, rozwiązłości i zboczeń seksualnych, goryczy, zgorzknienia, złorzeczenia, narzekania, pogardy i nienawiści względem bliźnich i Bożego stworzenia.

Ten sąd potwierdzają egzorcyści, którzy w czasie wypędzania złych duchów z ciał opętanych ludzi słyszą potok nieprzyzwoitych, wulgarnych słów i bluźnierstw. Natomiast w Biblii nie znajdziemy ani jednego ordynarnego wyrazu, nawet w pełnych emocji fragmentach opisujących zło i złoczyńców.

Wulgarny język jest trucizną dla duszy zarówno tego, kto go używa, jak i tych, którzy – często wbrew swojej woli – muszą go słuchać lub – w przypadku np. Internetu – czytać, a więc jeżeli możemy przekazać naszą myśl, unikając słów wulgarnych, powinniśmy zawsze skorzystać z tej możliwości. „Dla tego, kto używa wulgarnego języka, głęboka będzie Gehenna” – przestrzega Talmud.

Zofia Pomirska







„Pielgrzym” 2016, nr 25 (705), s. 32

„Niech żadne nieprzyzwoite słowo nie wychodzi z ust waszych, ale tylko dobre, które może budować, gdy zajdzie potrzeba, aby przyniosło błogosławieństwo tym, którzy go słuchają” – pisał św. Paweł w Liście do Efezjan. Dzisiaj fala nieprzyzwoitych słów, czyli wulgaryzmów, zalewa nas ze wszystkich stron, stępiając poczucie niestosowności takiego języka zarówno w sferze prywatnej, jak i publicznej (mimo że jeden z artykułów obowiązującej w naszym kraju Ustawy o języku polskim mówi o przeciwdziałaniu wulgaryzacji języka).