Są w Polsce rody, które zapisują trwałe ślady w naszej historii i kulturze. Jednym z nich jest rodzina Kossaków.


Może najbardziej spektakularnym z nich jest rodzina Kossaków, gdzie w trzech kolejnych pokoleniach rodzili się wybitni malarze, a obok wyrastały nieprzeciętne pisarki i poetki (Pawlikowska-Jasnorzewska, Samozwaniec, Kossak-Szczucka). Każde dziecko w tej rodzinie powinno być zatem genialne i z racji genów powinno chwycić za paletę i pędzel lub w najgorszym razie za pióro. Kiedy takie dziecko zapragnęło iść własną, nieco odmienną drogą, niekoniecznie spotykało się to ze zrozumieniem najbliższych. Taki był los Simony Kossak, córki Jerzego, wnuczki Wojciecha, prawnuczki Juliusza. Urodzona w 1943 roku, postanowiła po różnych perypetiach zostać biologiem, z czasem uzyskała tytuł profesora, a większość swego dorosłego życia spędziła w Puszczy Białowieskiej.

Była postacią nietuzinkową. To, że porzuciła rodzinny Kraków i mieszczański tryb życia dla dzikiej przyrody, nie było tak zaskakujące, jak to, w jakich warunkach mieszkała w leśniczówce Dziedzinka. Nie było tam bieżącej wody ani żadnych współczesnych udogodnień cywilizacyjnych. W jej otoczeniu mieszkały sarny, dziki, zastępy ptaków. To jednak mało powiedziane. Bo dzik o imieniu Żabka nie tylko jadał ze stołu w jej leśniczówce, ale niekiedy posypiał sobie w łóżku pani biolog. Zachowało się takie zdjęcie, kiedy Żabka smacznie śpi w łóżku, a Simona chrapie na podłodze tuż obok. W domu był też kruk Korasek, który wszystkich zaczepiał i prowokował, oraz osioł, który uwielbiał wykradać Simonie papierosy, niejako w trosce o jej stan zdrowia.

Pani profesor nie była osobą łatwą w kontaktach. Zasłynęła wieloma konfliktami z otoczeniem, także tym najbliższym, przekonana do swoich racji i basta. Walczyła jednak o sprawy ważne, o zachowanie drzewostanu w Białowieży, o ograniczenie polowań, a przynajmniej nie barbarzyńskie ich traktowanie, walczyła o metodę badań naukowych, walczyła także ze swoją rodziną. Los Kossakówny nie był łatwy. Miała być w zamyśle rodziców chłopcem, najlepiej malarzem. Traktowana w dzieciństwie bardzo surowo, właściwie przez całe życie odreagowywała tamtą traumę.

Może największą tajemnicą jej życia pozostanie jednak wiara w Boga. Wychowana w liberalnym duchu przez całe życie szukała odniesienia w Absolucie. Poszukiwała w wielu źródłach, włącznie z religiami Wschodu. Śmiertelnie chora złożyła wyznanie wiary, wyspowiadała się i wyraziła wolę pochowania jej ciała na cmentarzu katolickim w Porytem w pobliżu Łomży, gdzie proboszczem był jej spowiednik, ks. Janusz Kotowski, a gdzie 64 lata wcześniej ślub wzięli dziadek Wojciech i Maria Kisielnicka. Nieproste bywają drogi prowadzące do Boga.

Adam Hlebowicz







„Pielgrzym” 2016, nr 25 (705), s. 5

Są w Polsce rody, które zapisują trwałe ślady w naszej historii i kulturze. Jednym z nich jest rodzina Kossaków.