W siermiężnej dobie komunizmu istniało takie pojęcie jak klasa społeczna, a w liczbie mnogiej funkcjonowała nawet walka klas. Górą byli oczywiście robotnicy, zaraz za nimi chłopi, potem inteligencja postępowa, a gdzieś daleko, daleko w tyle cała reszta inteligencji. 


Od czasu do czasu głos tej warstwy społecznej potężnieje i dochodzi do uszu reszty społeczeństwa bardziej gromko niż zazwyczaj. W ostatnim czasie stało się tak przynajmniej dwa razy. Pierwszy – to liczne głosy oburzenia kilkudziesięciu ludzi o znanych nazwiskach na fakt zatrzymania przez szwajcarski system sprawiedliwości reżysera Romana Polańskiego. Co ciekawe, krzyk ten jak szybko się podniósł, tak szybko zamilkł, kiedy okazało się, że zdecydowana większość opinii publicznej w demokratycznym świecie jest za przestrzeganiem prawa i nie podoba się jej to, że ktoś to prawo omija od ponad 30 lat. Nawet jeśli nazywa się Polański.
Drugi moment głośnego zwrócenia na siebie uwagi przez polską inteligencję, to fakt ogłoszenia przez nią, w czasie odbywającego się w Krakowie Kongresu Polskiej Kultury, chęci zajęcia się losem publicznych mediów. W istocie media te nas nie rozpieszczają. Politycy, zapatrzeni w siebie i swoje partyjne interesy, tego poletka nie potrafią uporządkować. Może więc to dobry pomysł, żeby złoty środek znalazła w tej kwestii inteligencja? Ta najlepsza, najbardziej utytułowana, znana poza granicami naszego kraju... A może w tym zamyśle chodzi jednak o coś innego? O to, żeby coś ugrać dla siebie, dla swego środowiska, dla swojej grupy? Media elektroniczne to wszak nie tylko sława i popularność, to przede wszystkim duże pieniądze, za które robi się filmy, prowadzi programy publicystyczne, organizuje koncerty. I nie mówmy przy tej okazji o apolityczności inteligencji, bo to po prostu nieprawda.

Adam Hlebowicz






„Pielgrzym” 2009, nr 21 (519), s. 23