Tytułową frazę łatwo zidentyfikować jako fragment pieśni Franciszka Karpińskiego Kiedy ranne wstają zorze, wyrażającej oddanie wszelkiego stworzenia swojemu Stwórcy. Niedawno zastanawiałam się, co robi współczesny człowiek, „ledwie oczy przetrzeć zdoła”.


Znam takich, którzy śpią ze smartfonami w ręku, aby tuż po obudzeniu pogrążyć się w wirtualnym świecie. Inni od rana ćwiczą swoje ciało – biegają, pływają, gimnastykują się. Jeszcze inni włączają ekspres, by zaparzyć sobie poranną kawę, słuchają najnowszych wiadomości, w pośpiechu przegryzają śniadanie. Rodzice poganiają dzieci, które muszą wyprawić do szkoły czy do przedszkola, a te ociągają się, wywołując domowe kłótnie.
Wielu katolików ma problem z modlitwą poranną i „odklepuje” ją bezmyślnie, bardziej z przyzwyczajenia niż z potrzeby serca, traktując ją jako kolejny obowiązek. Niestety, bywa jeszcze gorzej, gdy znajdując usprawiedliwienie w porannej gonitwie, w ogóle zwalniamy się od modlitwy. Jest kilka ciekawych sposobów na poranne spotkanie z Bogiem.
Otóż droga do pracy może stać się idealnym czasem na modlitwę. Istnieją specjalne aplikacje na urządzenia mobilne, które umożliwiają włączenie się w Liturgię Godzin czy modlitwę różańcową. Podczas jazdy samochodem warto włączyć śpiewy uwielbienia, nagrania z modlitwami lub rekolekcje. Ci, którzy zawożą dzieci na zajęcia, mają okazję do wspólnej modlitwy i śpiewu. Z kolei w rozważaniu Pisma Świętego pomaga otrzymywane codziennie rano poprzez SMS „słowo dnia”, będące zaczynem kontemplacji.
A w czasie wakacji warto wyjrzeć za okno i przywołać słowa Pieśni słonecznej św. Franciszka z Asyżu:
Pochwalony bądź, Panie,
Z wszystkimi Twoimi stworzeniami,
A przede wszystkim z naszym
bratem słońcem,
Które dzień daje, a Ty przez nie
świecisz.
Ono jest piękne i promieniste,
A przez swój blask
Jest Twoim wyobrażeniem,
o Najwyższy!

Zofia Pomirska


„Pielgrzym” 2016, nr 16 (696), s. 32