Nie wiem, kto pierwszy użył tego określenia, ale robi ono prawdziwą karierę w naszym chrześcijańskim świecie. Dlaczego aż tyle wagi przykładamy do tego, żeby właśnie w tym czasie podkreślać znaczenie więzi z Bogiem?


Czy wynika to z naszej niepewności, że w czasie letnich wypraw, zagranicznych wojaży, plażowania i górskiej wspinaczki zapomnimy o Nim? A może za bardzo folgujemy swym zmysłom, zabawom z alkoholem, zapominamy o tym, co w życiu najważniejsze?
Dla mnie to najwspanialszy okres do bliskiego zadzierzgnięcia więzi z Najwyższym. Patrząc na mistrza Wojtyłę, uczyć się można, jak przeżywać zjednoczenie przyrody i człowieka. Ładnie mówił o tym na początku swego pontyfikatu Benedykt XVI, kiedy w lipcu 2005 roku, po modlitwie na Anioł Pański stwierdził: „W kontakcie z przyrodą człowiek widzi siebie we właściwych proporcjach, odkrywa, że jest stworzeniem, małym a zarazem wyjątkowym, «zdolnym odkryć Boga», ponieważ jego duch otwarty jest na Nieskończoność”.
Lato to oczywiście czas pielgrzymek, ożywionego ruchu pątniczego do różnorodnych sanktuariów, ale nade wszystko to czas odnajdywania wiary nieznanych nam dotąd ludzi czy narodów. Czas wiejskich kapliczek, zagubionych w lasach samotnych krzyży, Bożych Mąk z rzadka na co dzień odwiedzanych. Bóg sam do nas przychodzi, zaprasza do swego Królestwa, abyśmy już tu, na ziemi, mogli poczuć smak tego, co czeka nas w wieczności.
Czasami jest to tylko gest drugiego człowieka, uśmiech na lotnisku czy podanie ręki. Spotkanie – chwila, które może odmienić nasze życie. Wakacje z Bogiem, czy boskie wakacje? To powinien być czas zatrzymania, innej, świeżej modlitwy, czas ustawiania wszystkiego we właściwych proporcjach.

Adam Hlebowicz


„Pielgrzym” 2009, nr 15 (513), s. 23