„Gabrysia śpi ze mną w łóżku”, „Byłam z Józkiem na spacerze”, „Mój Felek nie lubi gotowanego mięsa” – wydawać by się mogło, że tak brzmią informacje o członkach czyichś rodzin, ale pozory mylą, gdyż w ten sposób wielu z nas coraz częściej mówi o zwierzętach domowych.


Zresztą nie tylko nadawanie stworzeniom imion typowych dla ludzi ujawnia nową tendencję w traktowaniu zwierząt – w wielu domach psy czy koty, nazywane  „synkami” lub „córeczkami”, są niemal pełnoprawnymi członkami rodziny, a gdy ich życie dobiega końca „odchodzą” lub „umierają”, bo słowo „zdechnąć” wydaje się ich właścicielom niestosowne.
W placówkach naukowych powstały nawet tzw. „animals studies”, poświęcone miejscu i roli zwierząt w kulturze i świecie ludzi. Celem takich zajęć jest m.in. „posłużenie się wybranymi fenomenami z kultury popularnej i sztuki, w których stawką jest zmiana relacji człowiek–zwierzęta”, a w programie poza wizytą w zoo znalazło się analizowanie „Przygód psa Cywila” oraz „Czterech pancernych”, a także „dyskurs o mięsie i problemach zaopatrzenia w mięso w socjalizmie z perspektywy teorii męskości i współczesnych dyskursów ekofeministycznych o męskości i wegetarianizmie”.
Z inicjatywy propagatorów takiego punktu widzenia organizowane są konferencje na temat praw zwierząt, wydaje się publikacje mające zmienić sposób postrzegania miejsca zwierząt w świecie (jedna z książek nosi znamienny tytuł „Zwierzęta i ich ludzie”) oraz inicjuje rozmaite kampanie społeczne na rzecz „nie-ludzi”.
Tymczasem są takie istoty, którym odmawia się człowieczeństwa, których prawa są od lat łamane, które nie mogą same się bronić, które pozbawia się życia u samego jego początku. To armia współczesnych męczenników, ofiary aborcji i innych nieetycznych działań „cywilizacji śmierci”. Pamiętajmy o modlitwie za nich podczas drogi krzyżowej. To przywraca właściwą perspektywę w hierarchii stworzeń.

Zofia Pomirska


„Pielgrzym” 2016, nr 5 (685), s. 32

Pielgrzymka do Bingen