Każdy z nas pielgrzymuje, jest „homo viator”, ciągle w drodze ku obiecanemu niebu, ciągle na drodze wyzwolenia. Niezapomniane wrażenia pozostały w pamięci pielgrzymów z parafii katedralnej w Pelplinie, którzy w sierpniu pielgrzymowali do Egiptu i Jordanii.


Słysząc termin Ziemia Święta myślimy o Izraelu, ziemi po której chodził i gdzie nauczał Jezus Chrystus, uświęcając ją swoją obecnością. Ale On przebywał również na terenach obecnej Jordanii, a nawet Egiptu sprawiając, że i te tereny są par excellence Ziemią Świętą. To jedno z najważniejszych odkryć, jakich dokonaliśmy i przeżyliśmy na szlaku pielgrzymkowym po Egipcie i Jordanii, wraz z grupą pielgrzymów z parafii katedralnej w Pelplinie w sierpniu tego roku. Ale po kolei.
Zebrał nas i zachęcił do pielgrzymowania po tej biblijnej ziemi ksiądz proboszcz Tadeusz Brzeziński. Poprowadził jako przewodnik, znany z zeszłorocznej wyprawy do Izraela, nieoceniony pan Jan Gać. Ruszyliśmy raniutko w poniedziałek 17 sierpnia spod naszej katedry, aby z Warszawy via Istambuł dotrzeć do Kairu. Zakwaterowano nas  nocą w hotelu w Gizie, rano z okien pokoju zaskoczyły wszystkich piękne widoki piramid (!). Z tym widokiem rozpoczęliśmy pielgrzymkę śladami Mojżesza i narodu wybranego ku Ziemi Obiecanej.

Gdzie była Święta Rodzina
Patrzenie na tak wiekowe i ogromne zabytki zaginionej już cywilizacji dawało z jednej strony wrażenie przemijalności tego, co ziemskie (choć mówi się, że czas nie boi się niczego oprócz piramid), z drugiej wielkości i mocy człowieka, jego inteligencji i sprawności. Widok sfinksa, piramid Chefrena, Cheopsa i Mykerinosa podkreślonych światłem nocnego spektaklu, dawały możliwość podróży w czasie aż do wydarzeń Exodusu. Zwiedzanie olbrzymich posągów i ruin, grobów faraonów w Sakkarze i Memfis, daje pojęcie o świecie Egiptu przywoływanym w Księdze Wyjścia. Każdy z nas pielgrzymuje, jest homo viator, ciągle w drodze ku obiecanemu niebu, ciągle na drodze wyzwolenia.
Wielką niespodzianką w Kairze były miejsca związane z pobytem w Egipcie Świętej Rodziny. Pokazywano cały szlak, jaki według tradycji miała przejść Maryja z Józefem i małym Jezusem, zanim wrócili do Palestyny po śmierci Heroda. Odkrywcze było też zobaczenie z bliska Kościoła koptyjskiego (potomków starożytnych Egipcjan; reszta społeczeństwa współczesnego Egiptu to potomkowie plemion arabskich, muzułmańskich) i zobaczenie jak wiele nas łączy, jak jesteśmy do siebie podobni.

Pustynia i Góra Synaj
Skoro szlak Mojżesza, to trzeba było ruszyć na pustynię. To doświadczenie piękna (różowe skały i piaski Wadi Rum w Jordanii), prostoty, surowości, pustki, ciszy, grozy i niebezpieczeństwa, próby… To szukanie drogi do celu. To odkrywanie znaków do tego celu prowadzących. To zawsze jakoś szukanie i odnajdywanie Boga. Kulminacją tego etapu było nocne wejście na Górę Synaj, miejsce obdarowania ludzkości darem Dekalogu. Chodzić po ciemku, to jak kroczyć przez życie bez zasad. Wejść na górę i przeżyć objawienie się światła to zrozumieć, że Słowo Boże oświeca życie ludzkie by nie zabłądzić.
Dopiero w świetle zobaczyliśmy, gdzie weszliśmy i mogliśmy podziwiać piękno okolicznych gór Synaju i klasztoru świętej Katarzyny. Tam „dotknęliśmy” śladów Mojżesza w postaci starożytnej studni i „gorejącego krzewu” i tam przeżyliśmy największe Objawienie Boże – Jego obecność w Eucharystii.

Miejsce próby
Morze Czerwone, które stało się dla Izraelitów miejscem próby, a zarazem objawienia Bożej mocy i przychylności, dla nas stało się miejscem odpoczynku. Nuweiba dała możliwość podziwiania piękna podwodnego świata, bogactwa kolorów i kształtów rafy koralowej i stworzeń morskich. Bóg jest Pięknem i Stwórcą piękna!
Wyjazd z Egiptu przez Eilat w Izraelu do Jordanii zbiegł się z początkiem ramadanu – muzułmańskiego postu (jeść i pić można dopiero po zachodzie słońca), co nie dało nam zapomnieć, że jesteśmy na terenach obecnie opanowanych przez islam. Gorliwość w wypełnianiu przepisów ramadanu przez większość tubylców kazała zapytać siebie o własną gorliwość w przestrzeganiu chociażby piątkowego postu.

Do Petry i Ammanu
Jordania! Przywitała nas pięknymi widokami Drogi Królewskiej. Zaczęliśmy od mocnego uderzenia, jakim z pewnością jest widok Petry, stolicy państwa Nabatejczyków, miasta i nekropolii, jednocześnie całkowicie wykutego w skale. Miasta, które podobno ewangelizował św. Paweł w początkach swojej apostolskiej działalności. Miasta, w którym pozostało wiele śladów obecności wyznawców Chrystusa (bazylika, mozaiki, basen chrzcielny). Ze szczytu płaskowyżu patrzymy na górę, gdzie został pochowany Aaron, na ziemię izraelską, na wąwozy, przez które przeciskał się naród wybrany w drodze ku ziemi obietnic. Jak wiele rzeczy potrafi człowieka zniechęcić, by zejść ze słusznej drogi, by się zatrzymać! Jakże trudności sprawiają, że szemrzemy przeciw Bogu!
Doświadczamy tego mocząc nogi w źródłach Meriba i przeżywając słowa o niewierności ludu i Mojżesza.
Dojeżdżamy do Ammanu. Obecna siedziba królów Jordanii, kiedyś stolica znanych z Biblii Amonitów. To tu zginął Uriasz posłany na śmierć przez Dawida. Podziwiamy ruiny starego miasta i rozmyślamy o ludzkiej skłonności do nieprzyznawania się do grzechu.
Ruszamy nad Jordan, do miejsca chrztu Chrystusa. Niesamowite doświadczenie ciszy podczas przejścia przez lasek tamaryszkowy, dojścia do wód Jordanu i mszy w Dzień Pański z odnowieniem przymierza chrztu świętego w tym miejscu, gdzie Chrystus został napełniony Duchem Świętym. W pobliżu miejsca przejścia Izraelitów do Ziemi Kanaan i wzięcia do nieba proroka Eliasza. Prawdziwie to jest Ziemia Święta!

W cieniu Góry Nebo
Niedaleko już Morze Martwe. Bez życia. Z zatopioną Sodomą i Gomorą. Z żoną Lota zamienioną w słup soli, bo oglądała się wstecz. Z błotkiem, które korzystnie wpływa na skórę. Z cudowną i słoną wodą, która unosi nawet nieumiejących pływać.
W pobliżu dwie Góry, które też trzeba koniecznie nawiedzić. Najpierw Góra Nebo. Tu Mojżesz dokończył swego żywota. Ujrzał jeszcze widoczną stąd w całej okazałości Ziemię Obietnicy. Spełnił misję powierzoną przez Boga. Tak jak Jan Chrzciciel, którego ścięto na pobliskim Macheroncie z powodu mówienia prawdy i nierozsądnej obietnicy króla.
Krocząc śladami Benedykta XVI, który był tu w tym roku, nawiedzamy Madabę z najstarszą mozaikową mapą Ziemi Świętej z VI wieku.
Jedziemy też do Gadary, miasta, skąd widać Jezioro Galilejskie i miejsca, gdzie mieszkańcy nie chcieli wpuścić Jezusa, gdy ten uwalniając człowieka od demonów wpędził je w stado świń, które potopiły się w wodach jeziora. Podziwiamy też ruiny rzymskiego miasta Dżerasz z jego trzynastoma kościołami chrześcijańskimi. Podobno był tu Jezus przemierzając posiadłości Dekapolu.
Warto pielgrzymować, by nie zapomnieć kim jesteśmy!

ks. Ireneusz Kalf






„Pielgrzym” 2009, nr 20 (518), s. 12-13