Obecnie w Polsce prawie jedenaście tysięcy dzieci uczy się w systemie edukacji domowej, a w związku z pandemią ich liczba cały czas rośnie. Wielu rodziców, którzy z przymusu przeszli ze swoimi dziećmi na nauczanie on-line, zastanawia się, w jaki sposób można byłoby lepiej zorganizować taką naukę. Niektórzy doszli do wniosku, że tak zwane nauczanie zdalne to tak naprawdę nauczanie domowe, i postanowili całkowicie na nie przejść.


– Tego, co przeżyliśmy w domu z nauczaniem on-line, nie da się opisać – opowiada pan Karol. – To był najprawdziwszy horror. Mamy czwórkę dzieci, oczywiście w różnym wieku, w innych szkołach, klasach, każde z nich ma też swoje indywidualne potrzeby edukacyjne. Zaczęło się od tego, że w domu jest za mało komputerów. Każde z dzieci musiało logować się o określonej godzinie na komunikatorze, aby rozpocząć swoje lekcje. Do tego i żona, i ja również pracowaliśmy zdalnie. Zatem potrzebowaliśmy w sumie aż sześciu komputerów i nieograniczonego dostępu do Internetu. Rzeczywistość była taka, że wyrywaliśmy sobie sprzęt, uciszaliśmy kłócące się dzieci i ogarnialiśmy masę zadań, którymi nauczyciele zasypywali swoich uczniów. (…)

Anna Czerwińska-Rydel


Więcej przeczytasz w 18. numerze dwutygodnika „Pielgrzym” [6 i 13 września 2020 R. XXXI Nr 18 (803)]

TUTAJ można zakupić najnowszy (18/2020) numer dwutygodnika "Pielgrzym":
https://ksiegarnia.bernardinum.com.pl/pl/p/Pielgrzym-182020/287

Obecnie w Polsce prawie jedenaście tysięcy dzieci uczy się w systemie edukacji domowej, a w związku z pandemią ich liczba cały czas rośnie. Wielu rodziców, którzy z przymusu przeszli ze swoimi dziećmi na nauczanie on-line, zastanawia się, w jaki sposób można byłoby lepiej zorganizować taką naukę. Niektórzy doszli do wniosku, że tak zwane nauczanie zdalne to tak naprawdę nauczanie domowe, i postanowili całkowicie na nie przejść.