Przydrożne krzyże i kapliczki wpisane są w polski krajobraz. Przylgnęły do niego i stały się jego nierozerwalną częścią. To one przechowują prośby, nadzieje, podziękowania dawnych pokoleń, łącząc niewidzialną nicią przeszłość ze współczesnością – bo troski, pragnienia i radości ludzi wiary wciąż pozostają te same.


Można je spotkać na rozstajach dróg, w centralnych miejscach wsi lub na ich krańcach, przy domach, wśród pól, na miedzach, w lasach, przy świętych źródełkach. Zbudowane z cegły, kamienia, wyrzeźbione w drewnie. Jedne są zadbane i wciąż posiadają swojego opiekuna, inne niszczeją zapomniane. Bez względu na swój los są nierozerwalną częścią wiejskiego pejzażu. Często przez nas niezauważane, wręcz pomijane, bo tak się do nich przyzwyczailiśmy, że nie pamiętamy o ich istnieniu. Boże Męki – piękne i wymowne wiejskie sacrum. Każda z nich kryje w sobie niezwykłą historię człowieka wznoszącego swoją modlitwę do Boga.

Świątki, Chrystusiki, Boże Męki
W różnych regionach Polski przydrożne kapliczki i krzyże nazywa się inaczej. Są świątki, są Chrystusiki, a na Pomorzu – mimo że nazwa ta pierwotnie zarezerwowana była wyłącznie dla krzyży z wizerunkiem ukrzyżowanego Chrystusa – są Boże Męki. „Choć są one bez wątpienia pomnikami wiary i skomplikowanych niejednokrotnie dziejów, w istocie wyrażają ludzkie obawy, troski, podziękowania, prośby oraz cały wachlarz przeżyć wpisanych w kontekst historii” – wyjaśnia ks. prof. Jan Walkusz w książce „Mała architektura sakralna Kaszub…”. „To niezwykłe ostańce próśb i nadziei, materialna forma modlitwy ludzi, którzy zwracali się do Boga, by o coś prosić lub za coś podziękować – dodaje Waldemar Elwart, kurator Oddziału Etnografii Muzeum Narodowego w Gdańsku, twórca projektu Ocalić Narodową Spuściznę. Ostańce Próśb. – Bardzo często fundatorami kapliczek byli mieszkańcy wsi, ale też sami duchowni lub osoby prywatne. Stawiano je, aby ochronić się przed zarazą, pożarem, powodzią, wypadkami i wszelkimi innymi żywiołami. Budowano je również na chwałę Pana, by uzyskać jego przychylność. Proszono o opiekę nad rodziną i dobytkiem, o obfite plony czy ochronę od wszelkiego zła. Niejednokrotnie kapliczka była wyrazem podziękowania – na przykład za uzdrowienie, szczęśliwy powrót z wojny, narodziny dziecka, powołania kapłańskie. Boże Męki powstawały również w intencjach pokutnych – miały być zadośćuczynieniem zbrodni bądź krzywd wyrządzonych w przeszłości. Na Kaszubach i Kociewiu stawiano je również po to, by upamiętnić ważne wydarzenia historyczne”.
Jak podaje ks. prof. Walkusz, znaczna część Bożych Mąk wiąże się z wyjątkowymi losami, niekiedy wręcz cudownymi: „Wymownie potwierdza to chociażby smukła figura Matki Bożej, wykonana z kamienia i umieszczona w 1891 roku na wysokim cokole w miejscowości Rajkowy pod Pelplinem. Według relacji przekazywanych z pokolenia na pokolenie obok statuy codziennie do kościoła zmierzała niewidoma dziewczyna. Pewnego razu tuż obok figury się potknęła, a upadając, zawołała: Boże, dlaczego nie widzę! Wypowiedziawszy swoisty żal, poczuła najpierw pieczenie oczu, potem niesamowity blask i odzyskała wzrok. Od tego – wciąż żywego w tradycji – wydarzenia przy figurze gromadzą się mieszkańcy na modlitwy i śpiewanie pieśni ku czci Najświętszej Maryi Panny. Interwencji Matki Bożej przypisuje się także wydarzenie, które miało miejsce jesienią 1939 roku na terenie parafii Skorzewo pod Kościerzyną. W pobliżu zabudowań rodziny Stefańskich jeszcze przed I wojną światową zbudowano dwukondygnacyjną ceglaną kapliczkę ku czci Bogarodzicy. Gdy niemieccy oprawcy spod znaku trupiej czaszki postawili przed nią na początku wojny właściciela, aby go rozstrzelać, jego żona zaczęła żarliwie odmawiać Litanię Loretańską i stało się coś nieoczekiwanego – Niemcy zaniechali zbrodniczego planu i uwolnili Stefańskiego”.
Podobnych historii na Pomorzu są tysiące. Boże Męki są materialnym dowodem wiary naszych przodków. Za każdym razem, gdy stają na naszej drodze, ukazują prawdę o ludziach minionych epok, uświadamiając nam, jak wiele nas łączy. Ponieważ obawy, nadzieje i prośby kierowane do Boga do dziś pozostają te same.

Święte wizerunki
W kapliczkach szczególną rolę odgrywają święci, których wizerunki znajdują się w centralnym miejscu Bożej Męki. Każdemu z patronów przypisuje się szczególne cechy i cudowne moce, którymi dysponuje. W czasach zarazy najczęściej budowano kapliczki, w których umieszczano figurę św. Rocha – miał on strzec mieszkańców przed „morowym powietrzem”. Często też można trafić na wizerunek św. Nepomucena, który chroni między innymi przed powodzią. Innymi świętymi, których figury chętnie umieszczano w kapliczkach, są: św. Antoni Padewski – patron rzeczy zaginionych, dzieci, małżeństw i narzeczonych, św. Florian – patron strażaków, św. Anna – patronka małżeństw, matek i wdów, często występująca w towarzystwie figury Matki Boskiej, św. Wojciech – patron Polski, św. Marta – patronka zapracowanych, św. Juda Tadeusz – patron spraw trudnych i beznadziejnych, św. Ambroży – patron pszczelarzy, św. Barbara – patronka dobrej śmierci i trudnej pracy, św. Marcin – patron więźniów, żebraków i żołnierzy, i św. Jerzy – patron wędrowców. Dość często pojawia się też figura Archanioła Michała. „Jednak najczęściej spotykanymi postaciami w przydrożnych Bożych Mękach są wizerunki Matki Boskiej i Jezusa Chrystusa, którego można zobaczyć w jednej z najstarszych pomorskich kapliczek w Gnojewie – mówi Waldemar Elwart. – Postać Chrystusa wykorzystywana jest pod wieloma postaciami – najczęściej Jezusa ukrzyżowanego umieszczanego na zwieńczeniu kapliczek. Natomiast zdecydowanie najczęściej w kapliczkach pojawia się figura Matki Bożej. Kult Maryi w Polsce – szczególnie na Pomorzu – jest bardzo silny, o czym świadczą choćby nabożeństwa, które odbywają się przy Bożych Mękach w maju i październiku”. Maryję we wnętrzach kaszubskich i kociewskich Bożych Mąk głównie przedstawia się pod trzema postaciami: Matki Bożej Niepokalanego Poczęcia, Matki Bożej z Lourdes i Matki Bożej z Fatimy. To pod jej płaszczem chcą chronić się wierni, wierząc, że zdoła ona ustrzec ich przed tym, czego się boją i czego nie znają. To Maryi powierzają najszczersze prośby i błagania, czekając na ich spełnienie. Dziękują Jej też za wszystkie łaski.

Tradycja wciąż żywa
Boże Męki to wspaniały przejaw religijności i pobożności lokalnej wspólnoty. Na Kaszubach i Kociewiu są osoby, które nadal się nimi opiekują. W samym centrum kaszubskiej wsi Sławoszyno stoi piękna i zadbana przydrożna kapliczka, wymurowana z czerwonej cegły. Czterokondygnacyjna, neogotycka, z końca XIX wieku. Jest podziękowaniem za ocalone życie podczas epidemii cholery. Umieszczono w niej wizerunki św. Jana Chrzciciela, Matki Boskiej Królowej Polski z Dzieciątkiem Jezus, Jana Nepomucena oraz św. Floriana. Najwyższa ażurowa kondygnacja przeznaczona została na dzwon, na daszku połyskuje z kolei metalowy krzyż. Kapliczka u podstawy zbudowana jest z ciemniejszych cegieł, natomiast górna część wyróżnia się jaśniejszą cegłą. „Związane jest to z historią zniszczenia kapliczki przez wojska niemieckie i jej odbudową po II wojnie światowej przez mieszkańców miejscowości – tłumaczy sołtys Sławoszyna Karolina Majcher. – Mieszkańcy Sławoszyna bohatersko ukrywali figury i dzwon w czasie wojny. Figury schowano na strychach domostw. Pęknięty dzwon, który został uszkodzony w trakcie upadku w momencie niszczenia kapliczki przez niemieckich żołnierzy, do dziś dzwoni dwa razy dziennie, kiedy na wieczny odpoczynek odchodzi mieszkaniec naszej wsi”. Obecna sołtys Sławoszyna, biorąc przykład ze swojej poprzedniczki Elżbiety Mingi, szczególnie dba o kapliczkę, traktując ją jak najcenniejsze dziedzictwo kulturowe. „Zależy mi na tym, aby pamięć o naszej kapliczce nie zginęła – przyznaje. – To centralny punkt naszej miejscowości. Nie powinna być zapomniana i zaniedbana. W tym roku musimy odmalować ramy okienne, bo już nadgryzł je ząb czasu. Bardzo dużo dobrego zrobiła dla kapliczki wcześniejsza sołtys pani Ela Minga, która do tej pory dba o naszą Bożą Mękę”. Pani Elżbieta oddała do renowacji wszystkie figury, które były w opłakanym stanie. Dziś w ogóle tego po nich nie widać. Cieszą oczy mieszkańców i przejezdnych. „Wokół kapliczki też musi być pięknie – mówi stanowczo pani Ela. – I ja jestem za to odpowiedzialna. Dbam o porządek i sadzę kwiaty. W tym roku przed kapliczką kwitną cudne piwonie, rozchodnik, żonkile. Są też przepiękne róże, w połączeniu z różowymi piwoniami wyglądają obłędnie. Myślę, że to nasza Matka Boska tak je pielęgnuję, a ja je tylko podlewam…”. Warto się pomodlić o tak troskliwych opiekunów dla innych przydrożnych krzyży i kapliczek, by nadal mogły bić dawnym blaskiem, spełniając swoje przeznaczenie.
Tradycja budowania Bożych Mąk na Pomorzu jest nadal żywa. Wciąż powstają nowe kapliczki. Najczęściej ich tworzeniem zajmują się ludowi artyści. Jednym z nich jest Stanisław Śliwiński, który rzeźbi drewniane krzyże i kapliczki od czterdziestu pięciu lat. „Moje ukochane kapliczki… – wzdycha z rozrzewnieniem pan Stanisław. – Zawsze mi mało przebywania z nimi. Tak do mnie przylgnęły, że bez nich chyba nie potrafiłbym już funkcjonować. Proces tworzenia rzeźb świętych postaci to nie tylko rzeźbienie, ale także przebywanie z nimi. Dlatego nie robi się tego na czas. Kiedy skończę jedną kapliczkę, często zaczynam już następną. Wynika to z mojej tęsknoty za tym wyjątkowym kontaktem z Matką Bożą i Jezusem”.
Pan Stanisław nie jest w stanie odpowiedzieć na pytanie, ile kapliczek wyrzeźbił w swoim życiu: „Zrobiłem ich bardzo dużo, ale nigdy nie przyszło mi do głowy, by je liczyć” – śmieje się, a po chwili zastanowienia dodaje: „Każda kapliczka, którą robię w danym momencie, jest dla mnie tą najważniejszą i jedyną. Każda jest inna. Mimo że postacie świętych się powtarzają, to nie ma dwóch takich samych. Czuję wielką radość z przebywania z tą świętością – i trochę mnie ona onieśmiela, ale wiem, że święci patrzą na mnie z góry i dobrze mnie rozumieją, a to dodaje mi otuchy”. Pan Stanisław wierzy, że jego kapliczki przynoszą opiekę ich właścicielom, dlatego tak chętnie i z oddaniem je tworzy. „Chciałbym, aby te moje kapliczki przybliżały ludzi do Bożych prawd, dawały radość i nadzieję. Jeśli mogą przynieść dobro, niech je przynoszą”.

Maja Sitkiewicz

„Pielgrzym” [17 i 24 maja 2020 R. XXXI Nr 10 (795)]


TUTAJ można zakupić najnowszy (10/2020) numer dwutygodnika "Pielgrzym":
https://ksiegarnia.bernardinum.com.pl/pl/p/Pielgrzym-102020/287