Józef Wilkoń to jeden z największych polskich ilustratorów. Jest autorem prac do ponad dwustu książek. To również wybitny rzeźbiarz, słynący ze wspaniałych rzeźb zwierząt, do złudzenia przypominających prawdziwe stworzenia. Właśnie skończył dziewięćdziesiąt lat, lecz nie zwalnia tempa, przeciwnie – wciąż ma pomysły na nowe projekty i realizuje je z energią, którą zawstydziłby niejednego nastolatka. Na pytanie, jak to robi, odpowiada: „Miewam chwile, w których zapominam o moim wieku i upływie czasu”.


Józef Wilkoń urodził się 12 lutego 1930 roku w Bogucicach koło Wieliczki. Ukończył z wyróżnieniem Akademię Sztuk Pięknych w Krakowie i historię sztuki na Uniwersytecie Jagiellońskim. Na początku swej artystycznej drogi był malarzem, ilustracją zajął się trochę przez przypadek – po ślubie i narodzinach syna musiał zarabiać na utrzymanie rodziny. I jak sam mówi, wsiąkł w tę dziedzinę sztuki, przenosząc malarstwo do świata dziecięcych ilustracji. W każdą książkę wkłada cały swój czas i talent. Dzieci go kochają, bo wie, jak dotrzeć do świata ich wyobraźni. Zresztą dorośli też zakochują się w jego pracach miłością od pierwszego wejrzenia. Józef Wilkoń potrafi oczarować dosłownie każdego.

„Ten człowiek powinien szybko zrobić książkę”
Józef Wilkoń miał nie tylko wielki talent, ale i wyjątkowo mądrego nauczyciela rysunku. „Pamiętam jego powiedzenia, jego reakcje na to, co robię – wspomina. – Po pierwsze, wyrzucił mi gumę i powiedział: «Jak mażesz, to nie widzisz, jakie robisz błędy», potem zabrał mi linijkę i mówi: «Chłopcze, krzywa linia jest piękna». Bardzo dużo mu zawdzięczam”. Mądrzy i dobrze nauczyciele – jeśli trafią na podatny grunt – potrafią rozwinąć talent i niezwykłą wyobraźnię ucznia. Tak było i w tym przypadku, choć „wilkoniowatość” tkwiła w ilustracjach Józefa Wilkonia od samego początku. „Wilkoniowatość”, czyli coś, dzięki czemu jego prace są tak bardzo rozpoznawalne. „Polega ona na sposobie użycia cieczy, tuszu, na zachowaniu i ruchu pędzla i wynikłych z tego efektów, na udziale przypadku, który bezustannie towarzyszy mojej pracy” – tłumaczy artysta.
„Gdy przeprowadziłem się do Warszawy, złożyłem swoje prace w wydawnictwie Nasza Księgarnia – opowiada Józef Wilkoń. – Panowie, którzy tam byli, powiedzieli mi dużo komplementów, kazali zostawić telefon, ale upłynęło trochę czasu i nic. Tak to często bywa. Pewnego dnia spotkałem w wydawnictwie profesora Bylinę. Był moim duchem opatrznościowym. Zobaczył moje prace i powiedział: «Niech pan idzie ze mną». Weszliśmy na radę artystyczną, a Bylina mówi: «Ten człowiek powinien szybko zrobić książkę»”. Po tej interwencji w 1959 roku Józef Wilkoń wydał swoją pierwszą książkę: O kotku, który szukał czarnego mleka. Potem było już tylko z górki. Od tego czasu zilustrował ponad dwieście książek, zarówno dla dzieci, jak i dla dorosłych. Te najbardziej znane to: Iv i Finetta, Księga Dżungli, Dużo śmiechu, trochę smutku, to historia o mamutku, Tygrys o złotym sercu, W Nieparyżu i gdzie indziej, Psie życie, Kici, kici miau, Pan Tadeusz, czy Don Kichot. Dostał za nie dziesiątki nagród. Znają je czytelnicy na całym świecie – od Niemiec do Japonii.

Maja Sitkiewicz






Więcej przeczytasz w najnowszym numerze dwutygodnika „Pielgrzym” (04/2020).