Początek nowego roku zwykle kojarzy nam się z przełomem. Stare zostaje za nami, a w ciągu jednej nocy wypełnionej zabawą i śmiechem, rozświetlonej kolorowymi fajerwerkami wszystko staje się nowe. Łudzimy się, że stary rok zabrał ze sobą nie tylko kolejny kalendarz, lecz także nasze złe nawyki, niezdrowe przyzwyczajenia czy nałogi.


W czasie sylwestrowej nocy dokonuje się zatem swoisty przewrót, a przynajmniej marzymy o tym, by się dokonał. Najlepiej bez nadmiernego wysiłku z naszej strony, a potem noworoczne czary tracą swą moc. Jeszcze tylko Blue Monday, styczniowe przeceny – i z rewolucji zostają zgliszcza.
Zastanawialiście się kiedyś nad tym, jaką drogę przeszło słowo „rewolucja”, nim zyskało dzisiejsze rozumienie szeroko, by nie rzec nagminnie, stosowane w języku marketingu i reklamy? Zanim zaczęło oznaczać coś całkiem nowego, odkrywczego, ulepszonego?

Maria Paszyńska






Więcej przeczytasz w najnowszym numerze dwutygodnika „Pielgrzym” (01/2020).