Czas, kiedy dzieci opuszczają dom, bywa dla rodziców bardzo trudny. Zwłaszcza dla matek. Dla niektórych kobiet życie bez dzieci pod jednym dachem jest niepełne i zaczynają kwestionować własną tożsamość. Na czym polega syndrom opuszczonego gniazda? Czy tęsknota za dziećmi może mieć destrukcyjny wpływ na relację małżeńską? A może jest to nowe, ciekawe otwarcie dla związku? Z dr Magdaleną Żadkowską, socjolożką rodziny, rozmawia Iwona Demska.


– Długoletnie małżeństwo przechodzi w swoim życiu kilka kryzysów. Jednym z nich – mimo ogromnego szczęścia – są narodziny dziecka. Wtedy sytuacja bardzo się zmienia i para musi przedefiniować się na nowo. Mam jednak wrażenie, że jeszcze większy stres przeżywają rodzice, których dziecko pewnego dnia oświadcza: „Mamo, tato, wyprowadzam się!”. Mówimy wtedy o syndromie opuszczonego gniazda.
– Słowo „puste” ma negatywną konotację. W naszym projekcie, o którym chcę opowiedzieć, staramy się zastąpić to słowo innymi, jak na przykład: nowe, inne, wreszcie – własne. Zadajemy pytanie, czy ten etap nie jest nową drogą dla pary, kiedy pojawia się więcej czasu, więcej przestrzeni i bardzo często też więcej zasobów.

– To, jak rozumiem, projekt badawczy. Jakie są jego założenia?
– Przez najbliższe trzy lata na Uniwersytecie Gdańskim i na Uniwersytecie Adama Mickiewicza w Poznaniu będziemy zajmować się tym tematem, prowadząc projekt „I że cię nie opuszczę aż do śmierci. Praktyki życia codziennego par w wieku 50–64 lata z przynajmniej 20-letnim stażem”.






Więcej przeczytasz w najnowszym numerze dwutygodnika „Pielgrzym” (01/2020).