Jest odpowiedzialny za organizację zaprzysiężenia, komunikację, kuchnię i orkiestrę – o swojej niezwykłej pracy opowiada pochodzący z Francji Cyril Duruz, kapitan w Papieskiej Gwardii Szwajcarskiej, prywatnie mąż i ojciec trójki dzieci.


– Jak zrodziło się w Panu pragnienie zostania gwardzistą?
– Moment podjęcia decyzji pamiętam dobrze. Był początek lat 90. Przyjechałem do Rzymu z pielgrzymką ministrantów z parafii. Jednego wieczoru pokazano nam trzy miejsca w Watykanie: L’Osservatore Romano, Radio Watykańskie i Papieską Gwardię Szwajcarską. Jeden z gwardzistów opowiedział trochę o swoim życiu, doświadczeniu. Miałem wtedy 11 lat. Powiedziałem sobie: to chciałbym robić. Pozostało to w moim sercu jako sekret do 17 roku życia, kiedy postanowiłem pójść na kurs języka włoskiego. Mama była zdziwiona, bo wcześniej nie wykazywałem zainteresowania nauką języków obcych. Wyznałem, że chcę jechać do Rzymu, aby zostać gwardzistą. Rodzice byli z tego powodu bardzo zadowoleni. Pierwszy raz przyszedłem tutaj 2 listopada 2000 r, byłem do 2 października 2002 r. Pamiętam dzień wyjazdu. Płakałem, nie było łatwo zostawić korpus, przyjaciół. Miałem nadzieję jeszcze tu wrócić. Znowu było to ukryte pragnienie. Kiedy odchodził jeden z oficerów, dostałem sygnał, że moja kandydatura może być brana pod uwagę.

– Jak wygląda procedura naboru w przypadku oficerów?
– Oficerowie są wybierani w różny sposób. Zawsze zależy to po części od komendanta, od Sekretariatu Stanu, czasem od samego Ojca Świętego. Czasem komendant daje ogłoszenie i można się zgłaszać.

Anna Artymiak






Więcej przeczytasz w najnowszym numerze dwutygodnika „Pielgrzym” (22/2019).